o Jurku

Autor: Dobrosław Janka, Gatunek: Proza, Dodano: 20 sierpnia 2013, 21:27:38

fragment

 

Z nieszczelnego kranu regularnie spadały ciężkie krople. Próba wymiany starej uszczelki zakończyła się fiaskiem, dlatego Jurek zdecydował się na funkcjonowanie w domowym systemie naczyń połączonych. Zakręcał główny zawór, a chcąc zniwelować straty wody oddawał się kąpieli, uruchamiając wcześniej pralkę i zmywarkę do naczyń. Leżał w wannie dopóki skierowany do niej szlauch z pralki nie wypuścił brudnej wody. Musiał być czujny i wyskoczyć w odpowiednim momencie. Tymczasem, mył zęby – rytualnie - do pierwszej krwi z dziąseł. Bezrefleksyjnie oddawał się toalecie, skupiony na dźwiękach dobiegających z głębi kratki wentylacyjnej. Sąsiadka strofowała swojego pupila – wrednego, czarnego jamnika – że jest niechlujny przy śniadaniu, pozwala karmie wypadać z miski. Jurek podejrzewał że babsztyl, suchy i niewyłuskany, jak spalony słońcem kwiat słonecznika nakłania kundla do szczania mu na wycieraczkę. Odgarnął niedbale pajęczynę z wlotu do kratki i przykładając do niej usta, niskim głosem, przeciągając samogłoski zamruczał – Bądź potępiona Leokadio. Już wkrótce się spotkamy.  - Jezus Maria, słyszałeś Dżeki?  - dało się usłyszeć głos przestraszonej Leokadii. Co należy jej oddać, była postacią zupełnie nieszkodliwą, a na wycieraczkę sikał sąsiad z piętra niżej – Kazimierz – który powziął krucjatę uprzykrzania życia Jurkowi, za to że ten wydawał mu się szkodliwym społecznie postrzeleńcem, co obrażało dumę starego, ale nie stetryczałego jak sam podkreślał wdowca, z nostalgią wspominającego czasy Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej i pionierskich lat budowania Nowej Huty. Potrafił zrozumieć, a nawet docenić nocne ekscesy, wycia jak na rykowisku, wszak to młody chłopak jeszcze, ale wydarzenie którego był świadkiem kilka tygodni temu nie tylko wyprowadziło go z równowagi, ale skłoniło do podjęcia stanowczych kroków – sikania na wycieraczkę. Uważał ten czyn za wstrętny i płytki, ale co mógł zrobić. Nie chciał wchodzić w utarczki słowne, w obawie, że zostanie zakrzyczany i ogłupiony potokiem argumentów. Młodzież ma wszak zawsze wytłumaczenie, zawsze wie lepiej, mimo że jest głupia i tak mało wie o życiu. Procesja z okazji ostatnich obchodów Bożego Ciała miała przechodzić tuż obok bloku. Na tę okazję starannie ukwiecił balkon oraz wywiesił flagi w barwach narodowych i watykańskich. Był z siebie dumny. Pomimo tylu udręk dnia codziennego odczuwał radość z prostego aktu wdzięczności, na Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej. Kilka kwiatków mieniących się w czerwcowym słońcu, na oczach licznych znajomych i sąsiadów delikatnie łechtało jego próżność, choć przez wrodzoną skromność spychał ją na dno podświadomości . A ten głupi wyrostek co? Siedział na barierce z obnażonym torsem, z papierosem w ustach, a spojrzenie jego miało wyraz okrutnego lekceważenia i politowania. Spoglądał w dół leniwie wypuszczając chmurki dymu, a kiedy skończył to splunął. Prosto w doniczkę na kazimierzowskim balkonie. Nic nie wskazywało na to żeby celował, ale okrucieństwo aktu wywołały łzy na twarzy zdruzgotanego mężczyzny. Poczuł złość! Silną jak zauroczenie w pierwszym stadium, do zmarłej wcale nie przedwcześnie małżonki, praczki spod Połańca. I postanowił się zemścić. Na początek regularnym strumieniem moczu, choć przerywanym z racji przyrostu prostaty.

Komentarze (2)

    • . .
    • 20 sierpnia 2013, 23:25:48

    Zainteresował mnie tekst, sposób portretowania bohaterów - Jurka, Leokadii i Kazimierza. Dobrze się czyta, bo sprawnie napisany, ale tu i ówdzie trzba postawić przecinki. Moje wątpliwości budzi forma kazimierzowski. Nie wiem, czy chodzi o dzielnicę Krakowa, czy o balkon Kazimierza. Jeżeli tak, to powinno chyba być Kazimierzowy(?)

  • Ten początek to pamiętam z innego, a może tego samego, skoro to fragment, Twojego opowiadania. Była tam jakaś nieudana walka z uszczelkami, jakaś techniczna bezradność. Niezłe te Twoje "brudne" tekściory:))

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się