Poniedziałek

Autor: Dobrosław Janka, Gatunek: Proza, Dodano: 02 lipca 2012, 15:10:33

- Na górze piramidy społecznej jest pieniądz, banki, bankierzy i liczby zakrzywiające rzeczywistość. Miłość i moralność to zapomniane, pogańskie obyczaje, nie uważasz? Szczęścia priorytetem jest towar, dużo towarów. Dostęp do zasobów, dostęp do informacji, od tego zależy hierarchia. Czy zdajesz sobie sprawę, że wkrótce nie będzie wolnych zasobów wody? Zdziwiony, co? Jesteśmy zgrają zniewolonych barbarzyńców wykorzystywanych przez kilku spryciarzy. Nie wiem kto dokładnie, Rotschild, Bilderbergi jebane, masoni, czy Żydzi, nie wiem, nieistotne. Ważne że system w jakim przyszło nam żyć wyklucza współprace i braterstwo, główna idea to wyzysk, wy-y-zysk. Jakie to wszystko popieprzone. Jakiś czas temu, dawno raczej, świat zgłupiał, poszedł w nie tą co trzeba stronę. Ja wam mówię, nie może tak być. Ludzie nie mogą się tylko mnożyć jak króliki, zastanawiać się co by tu kupić, brać kredyty i je spłacać. Nie można ignorować rozwoju duchowego. Rozumiesz? Czy to kurwa rozumiesz? Przepraszam, podnieciłem się.

- Czesiu, masz pewnie racje, ale czym tu się stresować. Jest jak jest. Źli ludzie, no cóż, byli, są i będą. Tego nie zmienisz, a jak głosi stara mądrość, jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu. Patrz na siebie, wobec siebie samego stosuj dobre zasady i ciesz się z tego, że sam jesteś w porządku. Amen.  A i zdecyduj się, podbijasz czy pasujesz?

- Podbijam mój mądry przyjacielu. Pięćdziesiąt pięć złotych.

- To mi się podoba. Ja również się dołożę, a nawet z lekką nutką przesadnej swawoli zwiększę stawkę do złotych sześćdziesięciu pięciu.

- Ja czuję że nie żyję, wiesz? Wchodzę. A wiesz co ci jeszcze powiem. Nadchodzi, wybacz wyrażenie, kurewsko wielka zmiana. Nie jestem do końca przekonany, choć swoje typy mam, jakiego typu będzie to wydarzenie, gigantyczna burza magnetyczna, jakaś nowa, nieznana pandemia, czy awaria światowego systemu teleinformatycznego. W każdym razie dotknie to każdego. I stanie się to już wkrótce. Nie wiem, czy czujesz gęstniejącą z dnia na dzień energię. Kumuluje się i to mnie intryguje.

- Ale z ciebie maruda.

- Ostatnio prawie nie śpię i jestem rozsypany.

- Źle wyglądasz. W zasadzie to niewiele ci brakuje do poziomu kloszarda.

- Nie żyje jak człowiek, zdziczałem, jem - nic mi nie smakuje, wypróżniam się, śpię, nic nie tworzę. Moje refleksje są płytkie i infantylne. Czuję się jak kadłub rozrzedzonej duszy.  Ostatnio miałem kilka dziewczyn i zdawało mi się, że mnie zauważały dopiero jak w nie wszedłem.  Na marginesie, kobiety to diabły. Jeden z moich znajomych zapisał się do sekty, twierdząc, że tylko Duch Święty pozwoli mu uwolnić się od demona pożądania.

- Jesteś po prostu smutny i szukasz na to argumentów. Sprawdzam

- Spójrz, mam karetę asów. Poprawiłeś mi humor. Przespaceruje się w miasto. Do zobaczenia.

 

Czesław kantował

 

**

 

Czesiek był obrażony na świat. W zasadzie to złość skierowana była na niego samego, ale nie chciał się tylko nad sobą pastwić.  Duszona w sobie frustracja zaowocowała trudnymi do zniesienia napadami złego samopoczucia. To pociągało za sobą kolejne, częste upodlenia natury alkoholowej. Jak sam twierdził, depresja miało podłoże biologiczne i nie miał na nią wpływu. Czuł się tym stanem skonsternowany. Całe życie był okazem zdrowia, a jak trafiła się choroba, to od razu psychiczna. Z rozrzewnieniem czekał na koniec świata.

Na rogu ulicy stała dziewczyna. Wydawała się bezwolna, oparta o ciężkie, stojące w miejscu czerwcowe powietrze. Późna, a w zasadzie dramatycznie wczesna pora sprawiła, że Czesław się zdziwił.

- Cześć, co tu robisz o tej porze?

- Hi. I am from Lithuania. I travel through Europe. Today I came here from Bulgaria. I have to go onwards but I am lost. I don't know Cracov.

- Good. I am Czesław Malinowski. I am sociologist.  I will help you.

Zaprowadził ją na dworzec pełen wionących i śpiących. Przeczekiwali. Na swój sposób Czesiek zawsze się wzruszał obserwując ludzi w dworcowych poczekalniach. Widział w nich wszystkich poetów, a nawet mędrców ( mędrzec powinien mieć gęstą brodę i czapkę mocno naciągniętą na czoło). Dziewczyna wytłumaczyła, że porusza się autostopem i chce dostać się na wylotówkę z miasta. Czesław, po części zgodnie z prawdą, wytłumaczył jej, że to dosyć daleko i o tej porze nie ma szans na dotarcie tam komunikacją miejską. Stwierdził, że najlepszym rozwiązaniem będzie zjedzenie kebaba i obejrzenie fasady Kościoła Mariackiego, na temat którego znał wiele ciekawostek i w łatwy sposób mógł przejść do stanowczej krytyki chrześcijaństwa i religii samej w sobie. Chciał się wydać atrakcyjny i ciekawy, a przy tym stonowany i dostojny, czyli dokładnie odwrotnie niż był w rzeczywistości.

 

**

 

Zgodziła się przenocować w mieszkaniu Cześka. Jadąc taksówką do Nowej Huty, zatrzymali się pod całodobowym sklepów monopolowych. Czesiek kupił jedno wino hiszpańskie, sześciopak piwa, pół litra wódki i napoje bezalkoholowe. Z pieniędzy zdobytych na pokorze odłożył kilkanaście złotych na śniadanie. Starał się być szarmancki i sprawić, by nowa koleżanka do której zapałał podejrzliwie rozgorączkowaną sympatią poczuła do niego coś więcej niż li tylko lekceważącą pobłażliwość.

Otworzył przed nią drzwi. Strapił się, bo w mieszkaniu roznosił się zapach nieświeżych skarpetek i mokrych od deszczu ubrań. Dziewczyna była jednak z podróży, sama pachniała nieprzyzwoicie i nie zrobiło to na niej wrażenia.

- You know. You are striking element of universe. I would like to explore your personality - powiedział Czesław, któremu zdarzało się wydobywać patetyczne tony.

Uśmiechnęła się. Z wielkiego plecaka wyjęła zawinięte w kocyk ukulele i zaczęła śpiewać piosenkę w języku litewskim. Czesław postanowił się zakochać i nadać nieco sensu swojemu dryfowi. Miał świadomość, że szczera miłość sprawi, że wszystko mu się w życiu uda. Poczuł ucisk w klatce piersiowej, taki jaki często zdarza się nastolatkom naturalnie, a później wypierany jest nudę i wyrachowanie i jak się go chce, to trzeba brać narkotyki. Serce obijało się o żebra. Na dworze świtało i zapowiadał się ładny dzień.   

Czesiek i dziewczyna wypili wino. Długo się kochali, po czym zasnęli mokrzy od namiętności. W tym czasie Anunnaki, zapomniani twórcy ludzkiej cywilizacji docierali do granic Drogi Mlecznej.  

Komentarze (4)

  • Pani Saro, Pani jest zbyt miła. :)

    • . .
    • 03 lipca 2012, 09:11:16

    Autorze,
    Bardzo ciekawy zamysł, dynamiczny obraz, aktualny, zdobny w rekwizyty niepowszednie.
    Nie zwracam zbytniej uwagi na niuanse quasi literackie, interesuje mnie sens, ten subtelny styk nieśmiałości twórcy i jego prawda( tęsknoty, wizje) wypływająca drobnym strumieniem, na papier.
    Pozdrawiam serdecznie.

  • Autorze!
    Tak, mamy tutaj do czynienia z autorem pełną gębą. Proszę mi wybaczyć ten kolokwializm. Tekst płynie, niczym flisacy, którzy w rabatowej cenie przewożą turystów po pięknych zakątkach Doliny Dolnej Narwii.

  • Z przyjemnością przeczytałam jeszcze raz.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się